Strona główna Profilaktyka Artykuły Kontakt O nas Archiwum Forum dyskusyjne

Lista artykułów

Absurdy diagnostyczne: 3-letnie dziecko świadkiem w sądzie.

Bezprzedmiotowy spór o "Syndrom Gardnera"

Dlaczego Różę odebrano rodzicom.

Jak zostać sierotą za własne pieniądze

Niekompetencja biegłych psychiatrów. Przypadek Andrzeja W.

O debacie "Molestowanie - piętno na całe życie?"

Pedofilia. Litość i sceptycyzm

Wytwórnia pedofilów

Bezprzedmiotowy spór o "Syndrom Gardnera"

Barbara Gujska, Tomasz Witkowski

Walka o sprawowanie opieki nad dziećmi stanowi jeden z najtrudniejszych do rozwiązania problemów coraz częściej towarzyszących rozpadowi współczesnej rodziny. Wbrew powszechnie głoszonym poglądom o dyskryminacji kobiet, polskie prawo rodzinne jest bardziej przychylne kobietom niż przedstawicielom płci męskiej i to one najczęściej przejmują opiekę nad dziećmi.

Obserwowane obecnie zmiany kulturowe i obyczajowe zaczynają ujawniać wady takiego sytemu. Niektóre z matek, pozostających w ostrym konflikcie z ojcem dzieci, swoją uprzywilejowaną prawnie pozycję wykorzystują z premedytacją do utrudniania mu kontaktów z nimi. Ich negatywna postawa przerodzona w nienawiść osłabiającą samokontrolę własnych zachowań prowadzić może do działań szkodzących dzieciom: manipulowania ich emocjami w taki sposób, by nie chciały się w ogóle z ojcem spotykać. Gdy działania nie przynoszą pożądanego efektu bywa że uciekają się nawet do oskarżenia o molestowanie seksualne dzieci. Potwierdza to dokumentacja sądowa zawierająca wypowiedzi dzieci opowiadających, jak matka przymuszała je do powtarzania określonych słów dotyczących czynów lubieżnych rzekomo dokonywanych przez ojca. Stosowanie tego rodzaju przemocy psychicznej wobec dzieci, jest również swoistą formą seksualnego molestowania.

Prawomocny wyrok sądu jaki ostatnio zapadł nakazujący odizolowanie dzieci od matki, która zaszczepiła im tzw. syndrom Gardnera, unaocznił przede wszystkim istnienie zasadniczego i nadal ignorowanego problemu - zjawiska manipulowania psychiką dziecka przez ogarniętego obsesyjną niechęcią jednego rodzica do drugiego. Precedensowa decyzja organów wymiaru sprawiedliwości wywołała jednak ostre i skrajnie odmienne reakcje. Zdaniem Mirosławy Kątnej, znanego praktyka - psychologa, która jako pierwsza wydała broszurę o syndromie PAS, cała sytuacja była na tyle skomplikowana, a dzieci tak uwikłane w konflikt dorosłych i poddane manipulacji, że dla ich dobra trzeba było dokonać ostrego cięcia. Oponenci, wywodzący się głównie ze środowisk broniących praw kobiet, uznali jednak wyrok za krzywdzący rodzinę. Uważają, że "teoria Gardnera powstała przeciw kobietom, które zarzucają ojcom swoich dzieci używanie przemocy lub molestowanie. Teoria PAS używana bywa przez ojców jako broń ich prawników, aby podważyć wiarygodność matek w sądach". Cała energia środowisk podpierających się niniejszą nie dającą się zweryfikować dogmatyczną tezą, skupia się obecnie na przekonaniu opinii publicznej, iż omawiany syndrom nie istnieje i jest wymysłem psychiatry - szarlatana, a także być może pedofila. Jego samobójcza śmierć w 2003 roku odebrana została przez niektóre środowiska w USA nieomal jako wyzwolenie. "Módlmy się aby głupota jego niedorzecznej teorii PAS umarła razem z nim" - takiej wypowiedzi udzielił w jednym z wywiadów prokurator Richard Ducote.

Zamieszczony w listopadowym numerze Newsweeka artykuł Elżbiety Turlej ujęty w podobnej optyce, wyraźnie tendencyjny i nasycony negatywnymi emocjami do ojców wykorzystujących w walce o prawa do dzieci teorię Gardnera, określa opisany przez niego syndrom jako śmieć naukowy ponieważ nikt go nie udowodnił ani nie poparł badaniami. Z argumentami Kątnej, popierającymi tezy Gardnera autorka nie próbuje nawet polemizować.

Ważne wydaje się, że indagowane w tej sprawie Ministerstwo Sprawiedliwości, w piśmie wydanym w styczniu bieżącego roku i podpisanym przez Jacka Czaję zajęło bardziej wyważone stanowisko. Zdaniem Ministerstwa "diagnoza PAS w sensie dosłownym nie jest możliwa, ponieważ nie istnieją jasne i obiektywne kryteria takiego zjawiska. Zdaniem Ministerstwa w chwili obecnej "syndrom Gardnera" należy traktować jako konstrukt teoretyczny a nie normę diagnostyczną". Problem wydaje się więc być daleki do rozwiązania. Za wcześnie jest więc na jednoznaczne odrzucanie poglądów głoszonych przez kontrowersyjnego amerykańskiego psychiatrę. Nawet podchodząc z największą dozą sceptycyzmu do osoby Gardnera i głoszonej przez niego teorii nie można jednak zanegować istnienia zjawisk, które składają się na opisywany przez niego syndrom. Brak badań potwierdzających występowanie syndromu nie jest dowodem błędności teorii lecz jedynie wskazuje na konieczność ich przeprowadzenia. Dopiero jednoznaczne dowody empiryczne mogą zadecydować o tym, czy nazwiemy PAS koncepcją chybioną czy trafnie opisującą rzeczywistość. Tymczasem elementy, które Gardner wymienia opisując syndrom takie jak: manipulacja uczuciami dzieci, indoktrynacja, szantaż emocjonalny itp. są faktami pojawiającymi się z zadziwiającą regularnością w małżeństwach pozostających w głębokim konflikcie. Będziemy mieli z nimi do czynienia bez względu na to, czy koncepcja Gardnera znajdzie potwierdzenie, czy nie. Kierowanie uwagi opinii publicznej na kwestię braku badań jest tworzeniem zastępczego problemu, w cieniu którego tolerowana jest przemoc psychiczna jakiej poddawane są dzieci.

Zamieszanie medialne wokół tzw. syndromu Gardnera i skrajnie zróżnicowane reakcje odnośnie wyroku na kobietę oskarżaną o wywołanie go u swoich dzieci, być może zapoczątkują poważną społeczną refleksję nad potrzebą badań naukowych nad problemem w którym, o ile trafi na wokandę sądową, wyjątkowo łatwo może dochodzić do nadużyć czy błędów diagnostycznych. Póki co, wskazane jest zachowanie większego dystansu do opinii biegłych sądowych nie dysponujących ani wystarczającym warsztatem naukowym ani niezbędną, interdyscyplinarną wiedzą odnośnie badania tak złożonego zjawiska społecznego jakim jest psychomanipulacja.

Powrót do artykułów

Powrót na stronę główna

 

 

Artykuły publicystyczne